Zanzibar

Zanzibar jest jedynym na ten moment najpiękniejszym miejscem z turystyki egzotycznej, gdzie miałam okazję być i pewnie nie ostatnim. Planując ten wyjazd, zdawaliśmy sobie sprawę z narzeczonym, że będą to wakacje w głównej mierze nastawione na odpoczynek. Wylatywać mieliśmy dokładnie 8 lipca 2019 roku z Warszawy, niestety pech chciał, że była awaria samolotu i wylecieliśmy dopiero późnym wieczorem. Lot był długi i męczący. Dolecieliśmy następnego dnia w południe na lotnisko w Zanzibarze, gdzie spotkaliśmy się z upałem, dusznością spowodowaną brakiem jakiejkolwiek wentylacji, a czekała na nas jeszcze masa dokumentów do wypisania. Po około godzinie, udało nam się w końcu znaleźć swój transport i pojechać do hotelu. Nasz hotel nazywał się „Kiwengwa Beach Resort” i nie mogę powiedzieć na niego złego słowa. Wszystko ładne, schludne i zadbane. Pod kątem jedzenia też wszystko jak najbardziej w porządku. Co drugi dzień zmieniali się kucharze, kolacje były robione w różnych stylach i kulturach. Mieszkańcy pracujący w hotelu podczas kolacji uczyli nas śpiewać swojej piosenki, co było bardzo urocze, ale tez sprawiało, ze przez chwile wszyscy byliśmy jedną wielką rodziną.

Zdjęć samego hotelu nie mam, ale w dzisiejszych czasach co to za problem wpisać w google i już za moment pokaże Wam się cały obiekt. Hotel był dość duży, znajdywały się tam dwa baseny, siłownia, spa, przy plażach były leżaki z takimi słomianymi parasolkami, stała drewniana łajba, która wieczorami robiła za klimatyczną restauracyjkę, w której podawali owoce morza. Było tam tez kilka barów, ale jeden był szczególny wokoło baru były ustawione małe wanny z hydromasażem, gdzie można było leżeć, relaksować się popijając drinka i patrząc na ocean. Coś niesamowitego! Jeżeli chodzi o plaże były one nadzorowane przez ichniejszych strażników, aby sprzedawcy i masajowie nie mogli wchodzić na obiekt hotelu. Bywało, że Ci sprzedawcy byli bardzo natarczywi pod kątem sprzedawania swoich drobiazgów, ale też bardzo mili i grzeczni w tym wszystkim. Po kilku dniach spędzonych na plaży i zawieraniu znajomości zarówno z turystami jak i tubylcami, zaczęliśmy poznawać ich kulturę. Z jednym z Masajów do dnia dzisiejszego mamy kontakt. Zanzibar jest pięknym miejscem, ale poza hotelami jest straszna bieda, dlatego też opiekunowie naszej wycieczki prosili o nieopuszczanie hotelu, zwłaszcza po zmroku. Wykupiliśmy zatem 3 wycieczki, bo w sumie co to za wakacje jak tylko leżysz w hotelu i nie masz możliwości poznania tej kultury, tych ludzi. Co do kultury, musicie wiedzieć, że zanim zrobicie sobie z kimś lub komuś zdjęcie, musicie poprosić go o zgodę. Najbardziej tyczy się to fotografowania małych dziewczynek, wręcz jest zakaz. Turyści bardzo często przywozili też słodycze i różnego rodzaju artykuły szkolne dla dzieciaczków, które wracały do domu po szkole.

Poniżej opiszę Wam wycieczki na których mieliśmy okazję być.

1#

POLA UPRAWNE / STONE TOWN / WYSPA ŻÓŁWI

Pola uprawne to trochę huczna nazwa do tego, co faktycznie widzieliśmy. Były to alejki uprawne w głębi parku, gdzie mogliśmy zobaczyć np. laskę cynamonu, trawę cytrynową, pieprz, jeżeli chodzi o przyprawy to naprawdę olbrzymie ilości odmian i rodzajów przypraw. Był tam też najbardziej śmierdzący, ale podobno najsmaczniejszy owoc pod nazwa Jackfruit. Nie miałam odwagi go spróbować. Po zobaczeniu całości pól uprawnych, zrobiliśmy sobie krótką przerwę i mogliśmy poprosić tutejszego Pana, by ściągnął nam z palmy kokos. Imponujący widok wspinającego się mężczyzny na wysoką palmę po kokosa i śpiewającego przy tym piosenki. Mieliśmy tez okazję już przy samym wyjściu kupić sobie przyprawy. Były tam droższe ceny niż w Stone Town, ale patrząc na biedę, w której Ci ludzie żyją, kto by myślał o targowaniu się. Stamtąd udaliśmy się bezpośrednio do Stone Town i zobaczyliśmy dawny targ niewolników, kompleks składający się z komór, w których Ci niewolnicy byli przetrzymywani, katedrę anglikańską, memoriał upamiętniający handel niewolnikami oraz nowoczesną wystawę. Dla Pań, które miały bluzki lub sukienki na ramiączkach, dawało się chusty w celu przykrycia ramion. Większość Stone Town przeszliśmy pieszo, byliśmy na ichniejszym targu i mieliśmy okazję zobaczyć dawny dom rodzinny Freddiego Mercurego. Po zwiedzaniu miasta poszliśmy na obiad do restauracji z pięknym widokiem na ocean i stamtąd popłynęliśmy już bezpośrednio na wyspę żółwi. Pływanie łódkami nie było dla mnie żadną frajdą z uwagi na chorobę morską. Wyspa żółwi była piękna, a żółwie olbrzymie! Mogliśmy je karmić liśćmi sałaty, które dostaliśmy bezpośrednio na miejscu. Tego się nie da zapomnieć.  Po wszystkim była jeszcze chwila na wyspie w celu zrobienia sobie kilku fotek i kierunek hotel.

Często wieczorami w hotelu były pokazy taneczne, pokaz ognia i wiele, wiele innych atrakcji, co też zapewniało swego rodzaju rozrywkę.

2#

WYSPA  BILLI GETSA, DŻUNGLA JOZANI I THE ROCK RESTAURANT

Z samego rana mieliśmy zbiórkę przed hotelem i stamtąd około 10-12 osób pojechaliśmy busem (40 min.) do miasta, gdzie wsiedliśmy na łódkę i po około 30 minutach płynięcia dotarliśmy do wyspy Billa Getsa, gdzie mogliśmy snurkować, podziwiać piękną lazurową wode i podziwiać z pewnej odległości wyspę Billa Getsa. Niestety nie jest możliwe podpłynięcie do samej wyspy. W między czasie będąc w wodzie, częstowano nas owocami, napojami i wszystko to było w cenie wycieczki. Po wszystkim czekał nas powrót do miejsca skąd wypłynęliśmy, a stamtąd udaliśmy się do Rezerwatu Dżungli Jozani. Las Jozani leży między zatoką Chwaka a zatoką Uzi i jest jedynym pozostałym naturalnym lasem w Unguja. Jest to bardzo istotne schronienie dla fauny na wyspie. Kiedyś cała wyspa była pokryta bogatą mozaiką lasów bagiennych, wiecznie zielonym poszyciem i namorzynem. Obecnie pozostał jedynie Las Jozani. Mimo faktu, że Las Jozani nadal szczyci się eklektyczną bioróżnorodnością, z wieloma dziwnymi i cudownymi zwierzętami mieszkającymi pod zadaszeniem starych gigantów. Gerezanki rude to najsłynniejsi mieszkańcy lasu; podgatunek występujący tylko na tej wyspie, można je zobaczyć jak spokojnie leniuchują lub wygłupiają się wśród gałęzi. Ich czerwone futra przypominają o rządach kolonialnych Brytyjczyków. Ale miej oczy otwarte, gdyż możesz mieć szczęście i zobaczyć Digidigi (małe jelenie) i kameleony. Dzień we wspaniałym lesie Jozani jest bez wątpienia wartościowym doświadczeniem. Poczekajcie tylko jak zobaczycie zdjęcia tych małpek! 🙂

Ostatnim punktem wycieczki była The Rock Restaurant, przepięknie położona na skale. Możliwości dostania się tam były dwie, albo pieszo w momencie odpływu, albo łódką. Trzeba było oczywiście wcześniej zarezerwować stoli, jeśli chciało się tam coś zjeść. Niestety z opinii wielu turystów wynika, że ceny są tam bardzo duże, a jedzenie przeciętne. Niestety nie wiem, gdyż nie byłam w środku i nie jadłam. Wycieczka była naprawdę świetna, a przewodnik Deo, to wspaniały gość, sypiący żartami z rękawa. Jeśli, kiedyś będziecie się wybierać na Zanzibar, to wycieczki bierzcie tylko z DEO! Przy nim dowiecie się absolutnie wszystkiego o wyspie, ich kulturze, o tym co wolno, a czego nie.

3#

BLUE SAFARI

Tak samo jak przy poprzednich wycieczkach, zbiórka z samego rana przed hotelem, gdzie busem jedziemy ok. 40 minut na parking, a z niego idziemy na plażę i wsiadamy na łódkę.  To była najbardziej hardkorowa przygoda z jaką miałam do czynienia na Zanzibarze. Gościu tak szybko płynął pod naprawdę wielkie fale, ze pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to, że zginiemy, a druga, że wypadnę z tej łódki. Byłam tak przerażona, że na początku chciałam się schować między drewnianymi siedzeniami. Ha ha Ha. Szybko mnie jednak stamtąd wyciągnęli.  Potem to już jakoś zleciało, nie dostałam zawału, a nawet w nagrodę zobaczyłam delfina. Po jakimś tam czasie, bo już nie pamiętam ile to trwało, dopłynęliśmy do pięknej wyspy i tu nie chcę Was okłamać, ale jej nazwa to bodajże Fumba. Tam zjedliśmy owoce morze, piliśmy napoje i delektowaliśmy się tymi pięknymi widokami. Do hotelu wróciliśmy padnięci, ale uważam, że było warto zobaczyć te miejsca i móc spróbować ich przysmaków. Bardzo fajnie było móc to sobie wszystko przypomnieć.

Jeżeli chodzi o wycieczki to było ich trzy. Bardzo fajne, bardzo wartościowe i żadnej z nich nie wspominam źle. Nawet tej mega szybkiej łódki, z której bałam się wypaść. Jeżeli chodzi o resztę wakacji, to był też czas, w którym mój narzeczony pływał na Kitesurfingu, a wtedy ja czytałam książki i się opalałam, albo spacerowałam, rozmawiając trochę z mieszkańcami. Niestety nie dużo, bo wstyd się przyznać, ale nie umiem za dobrze angielskiego. Jednak wszystkie bariery trzeba przełamać i od listopada chodzę już na kurs 🙂

Sam Zanzibar jest bardzo ubogi, więc jak tylko miałam możliwości to wynosiłam okolicznym dzieciaczkom jedzenie, ciasteczka i napoje z hotelu. Tyle ile mogłam, starałam się im dać. Były tam takie małe dwa dzieciątka, które jak się do mnie przytuliły, to łezka w oku się pojawiła. Nie omieszkałam zagłaskać wszystkich psów na plaży. Takie słodziaki tam były. No i nasi masajowie, z którymi się spotykaliśmy na plaży, rozmawialiśmy, a raz nawet poszliśmy z nimi na okoliczną dyskotekę. Chcieliśmy zobaczyć jak one w ogóle wyglądają i jakiej muzyki tam słuchają. Zdziwilibyście się jakie hiciory były tam puszczane! Co do masajów, to dowiedzieliśmy się, że nie mogą pić alkoholu, że piją tylko mleko i krew z krowy (tak, też doznałam szoku!). Jeśli chodzi o mięso to tylko wołowina. Sami w sobie są bardzo przyjaźni. Doceniam Mateusza, bo on w sumie jako jedyny nie nagabywał nas na pójście do siebie do sklepu. Owszem kupiliśmy u niego pamiątki, ale to była nasza wola i nikt nam tego nie narzucał, co sprawiło nam większa frajdę. 

Jak widzicie po zdjęciu głównym zdarzyło nam się tam pomedytować, poćwiczyć jogę, a nawet wstać o 5 jakoś tak na wschód Słońca! To dopiero był widok!

Jeśli macie jeszcze pytania dotyczące pobytu na Zazibarze, a których tu nie opisałam to piszcie śmiało!

Wiem z doświadczenia, że przed wyjazdem do danego kraju, często szukamy informacji co nas tam czeka i często tak naprawdę natrafiamy na totalne bzdury. Zdarzyło mi się już to kiedyś, przy wyjeździe do Dubaju, ale to historia na kolejny post.

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *