RZYM – cudownie spędzone chwile…

Dokładnie 24 kwietnia 2019 roku postanowiliśmy z narzeczonym polecieć do Rzymu. 

Dlaczego Rzym? Ponieważ był od dłuższego czasu na liście miejsc, które chcieliśmy odwiedzić. Jak wiecie jest to stolica i największe miasto Włoch. Byliśmy tam 5 dni i zobaczyliśmy najważniejsze atrakcje i zabytki tego miasta. Większość z nich zwiedzaliśmy z przewodniczką Mają, którą bardzo Wam polecam! Niesamowita wiedza i sposób w jaki ją przekazywała jest nie do opisania. Z Mają mieliśmy wykupione dwie wycieczki, a poniżej opiszę Wam jak one przebiegały i jak wyglądał nasz pobyt w tym pięknym mieście.

DZIEŃ 1

Przylecieliśmy późnym południem na lotnisko Fiumicino. Stamtąd po odebraniu bagaży skierowaliśmy się prosto do wyjścia, gdzie czekał na nas transport do naszego miejsca docelowego, gdzie mogliśmy odłożyć rzeczy i ogarnąć się po podróży. Jak sobie przypomnę nazwę miejsca, gdzie byliśmy zakwaterowani, to Wam napiszę bo jest również godne polecenia i co najważniejsze praktycznie obok Bazyliki Świętego Piotra! Wieczorem wyszliśmy tylko zjeść kolację i napić się wina, gdyż następnego dnia czekała nas wczesna pobudka i wycieczka z przewodnikiem.

DZIEŃ 2

To był zwariowany i szalony dzień, ale zacznę wszystko od początku… rano wstaliśmy, szybkie ogarniecie siebie, śniadanie i kierunek Koloseum. To tam mieliśmy spotkać się z naszą przewodniczką. Gdy już dotarliśmy na miejsce, okazało się, że na bilety, które kupiliśmy internetowo, nie możemy wejść z nasza przewodniczką z Polski, tylko z Panem przydzielonym internetowo do biletu. Byliśmy w szoku, zwłaszcza, że narzeczony dopytywał o to wcześniej i zapewniali nas, że nie będzie problemu z wejściem, z innym przewodnikiem. Kto był, to pewnie zdaje sobie sprawę jakie są olbrzymie kolejki pod Koloseum… Znaleźliśmy szybko naszego przewodnika, wytłumaczyliśmy mu sytuację i po jakiś 10-15 minutach spędzonych w jego towarzystwie i grupie, której ni w ząb nie rozumiałam udało nam się wejść. Nie ukrywam, że dzięki temu pierwszemu przewodnikowi załapaliśmy się na wejście do Koloseum od strony głównego wejścia Gladiatorów. Niesamowite! Przez to całe zamieszanie z biletami w Koloseum byliśmy może z 30 minut, max. godzinkę. Zobaczyliśmy arenę na której walczyli Gladiatorzy i gdzie urządzane były polowania na dzikie zwierzęta. W środku Koloseum były zrobione wystawy i opisy wydarzeń, tego co się tam odbywało oraz całej historii tego miejsca. Podziału kondygnacji oraz tego, kto mógł gdzie zasiadać, lub które przejścia były dla kogo. Z tego miejsca udaliśmy do się do Forum Romanum, najstarszego placu miejskiego w Rzymie, otoczonego sześcioma z siedmiu wzgórz: Kapitolem, Palatynem, Celiusem, Eskwilinem, Wiminałem i Kwirynałem. Czasu spędziliśmy tam naprawdę sporo w towarzystwie naszej przewodniczki i trzech starszych Pań, które były naprawdę urocze. Potem po kolei kierowaliśmy się do:

Palatynu,  jednego z siedmiu wzgórz Rzymu, według tradycji uważanego za miejsce najstarszej osady rzymskiej zwanej Roma quadrata. To własnie w tamtej grocie zwanej Lupercal miała wilczyca karmić Romulusa i Remusa. 

Circus Maximus, najstarszego i największego cyrku starożytnego Rzymu. Był usytuowany pomiędzy wzgórzami Palatynu i Awentynu. Stojąc tam, słuchając historii tego miejsca i przyglądając się mu, wyobrażałam sobie jak wyglądały te wyścigi, jak publiczność krzyczała i dopingowała zawodników. 

Termy Karakalli – najlepiej zachowane rzymskie termy.

Łuk Septymiusza Sewera, jest to łuk triumfalny znajdujący się w południowo-zachodniej części Forum Romanum.

Forum Augusta, które było zbudowane w 2 r. p.n.e. na placu o wymiarach 125 x 90 m pomiędzy pobudowanymi później: Forum Trajana i Forum Nerwy, na północny wschód od istniejącego już Forum Cezara. Naprzeciwko wejścia znajdowała się świątynia Marsa Mściciela, budowę której ślubował cesarz August za wsparcie w pomszczeniu śmierci Juliusza Cezara.

Powiem Wam, że w samym Forum Romanum jest naprawdę wiele do zobaczenia, więc wybaczcie mi, ze nie było to opisane po kolei i z pewnością mogłam coś pominąć. Wycieczka była bardzo intensywna i w bardzo upalnym dniu, wiec zaraz po niej udaliśmy się do hotelu chwilkę odpocząć przed kolacją. 

Na kolację wybraliśmy się do restauracji na wzgórzu Monte Mario tzw. Wzgórze Radości. Mieliśmy już rezerwację przy stoliku z widokiem na panoramę Rzymu. Dziś jak sobie o tym pomyślę to ciarki mnie przechodzą. Zjedliśmy kolację, napiliśmy się wina, a w tle Pani pięknie śpiewała grając na fortepianie. Pamiętam, że nuciłam melodię piosenki, która śpiewała, gdy nagle mój narzeczony powiedział, że byłoby  super, gdyby ta Pani zaśpiewała naszą piosenkę. Miał tu na myśli piosenkę Whitney Houston „I will always Love You”. Pewnie się zastanawiacie czemu akurat ta piosenka. Ponieważ będąc w Dubaju usłyszałam ją przy Burji Khalifa przy pokazie fontann i się rozpłakałam ze wzruszenia. Tak więc jak o niej wspomniał, a dosłownie sekundę później ta Pani ją śpiewała, to byłam naprawdę w szoku! Potem to już wszystko leciało jak huragan… Adaś klęknął, oświadczył się … Moment takiego szoku, że pamiętam tylko strzępki z tego co mówił. Byłam pod tak ogromnym wrażeniem. Przyjęłam oświadczyny, mocno się przytuliliśmy, prawie wszyscy nam gratulowali, ktoś z sali mnie przytulił, istny obłęd! Po chwili do mnie dotarło co się właśnie wydarzyło i zaczęłam płakać ze szczęścia, ale też z wrażenia i szoku jakiego doznałam. Myślałam, że takie emocje są tylko na filmach, ale się myliłam. Potem jak się już pewnie domyślacie było pełno telefonów, opowiadań, ale nie omieszkaliśmy jeszcze stamtąd pojechać pod Fontannę di Trevi. Ten wieczór był naprawdę cudowny!

DZIEŃ 3

W dalszym ciągu nie mogłam uwierzyć w to co się wczoraj wydarzyło. Byłam baaardzo, ale to bardzo szczęśliwa. Na szczęście dziś nie mieliśmy zaplanowanego kolejnego dnia zwiedzania z przewodnikiem, więc mogliśmy spokojnie i w swoim tempie pozwiedzać okolicę. Po śniadaniu poszliśmy na Most Świętego Anioła, stamtąd udaliśmy się w kierunku Zamku Świętego Anioła, usiedliśmy na murku, posłuchaliśmy muzyki okolicznych grajków, ja oczywiście musiałam dokarmiać wszystkie okoliczne ptaki. Cała ja. Nie powiem Wam dokładnej kolejności, ale w tym dniu z pewnością zobaczyliśmy jeszcze Schody Hiszpańskie,  napiliśmy się kawy przy Panteonie, ale niestety nie udało nam się tam wejść bo był zamknięty. Potem dalej szliśmy spacerkiem w kierunku Placu Weneckiego. Generalnie wszędzie, gdzie człowiek nie spojrzał otaczała go kultura, rzeźby, zabytki. Miasto bardzo urokliwe, a co dziwne wieczorem czuliśmy się tam bezpiecznie. Udało nam się zobaczyć wszystkie fontanny. Nawet jak nie mieliśmy ich w planach to i tak się na nie trafiło.  Bardzo fascynuje mnie moda, więc miałam okazję przyjrzeć się wtedy panującym trendom. Muszę przyznać po czasie, ale jednego czego mi w Polsce brakuje to butików z porządną modą męską. Jak widzicie ten dzień był również pełen atrakcji turystycznych, ale już w spokojniejszym tempie. Tego dnia jednak wróciliśmy szybciej do pokoju, bo następnego dnia czekała nas druga wycieczka z przewodniczką.

DZIEŃ 4

To był tak naprawdę ostatni dzień zwiedzania, ponieważ następnego dnia wracaliśmy już do domu. Mieliśmy umówione spotkanie z grupą ok 10-12 osobową i przewodniczka. Plan dnia był bardzo napięty, gdyż do zwiedzania było naprawdę dużo. Zaczęliśmy od Pinakoteki, gdzie mieliśmy okazję zapoznać się z największymi artystami Renesansu oraz z innowacjami wprowadzonymi przez mistrzów malarstwa włoskiego, takich jak Rafael, Caravaggio, Leonardo Da Vinci.  Potem udaliśmy się do Museo Pio -Clementino. Jest to muzeum poświęcone sztuce klasycznej, więc mieliśmy okazję zobaczyć tam rzeźby i sarkofagi, które dekorują dziedziniec Belvederski. Bardzo zachwyciła mnie Galeria Arrasów i Map Geograficznych. Przepiękne arcydzieła włoskiego manieryzm! W sali Sobieskiego można było zobaczyć obraz Matejki „Sobieski pod Wiedniem”. Stamtąd przeszliśmy do Pałacu Sobieskiego, który był dekorowany przez Rafaela, oraz  przeszliśmy przez apartament Papieża Borgi, który był dekorowany przez malarza Pinturicchio. Nasza wizyta w muzeach zakończy się. Udaliśmy się w kierunku Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie zobaczyliśmy największy fresk na świecie 1200 m2 obrazów, które przedstawiają historię „Stworzenia Świata” z dominującą figurą Adama, po bokach monumentalne figury Sybilli i Proroków, a na końcu Ołtarz ze zdumiewającym „Sądem Ostatecznym”. Na sam koniec zostawiliśmy sobie Bazylikę Świętego Piotra, gdzie mogliśmy podziwiać dramatyczne piękno Pięty Michała Anioła, zobaczyliśmy również grobowce papieży oraz  niektóre dłuta Berniniego, tak jak i monumentalny baldachim, który koronuje ołtarz główny.  Chciałabym Wam wszystko opisać tak pięknie jak opowiadała nam to przewodniczka, ale po roku czasu jest mi już ciężko to powtórzyć.  Całość zwiedzania skończyliśmy na placu Świętego Piotra i tam się rozstaliśmy. Pani Maja (przewodniczka), która podobno wiedziała o zaręczynach już parę miesięcy wcześniej jeszcze raz nam gratulowała.

Po zwiedzaniu pojechaliśmy jeszcze do pokoju chwilkę odpocząć i nabrać sił, a wieczorem jak zawsze szliśmy do naszej ulubionej pizzeri i jeszcze raz postanowiliśmy zobaczyć Fontannę di Trevi. Nie odpuściliśmy sobie jeszcze wieczornego siedzenia i napawania się widokiem Zamku Świętego Anioła! 

DZIEŃ 5

Ten ostatni dzień to nic innego jak pakowanie się, chwila spędzona na mieście i kierunek lotnisko.

Ten wyjazd był i będzie moim niezapomnianym wyjazdem! Pewnie będziemy mieli okazję zwiedzać wiele pięknych miejsc na Ziemi, ale jednak w tym miejscu się zakochałam! Ma ono swoją historię, ale również ja mam z tym miejscem piękna historię i z pewnością jeszcze tam wrócę. Mam nadzieję, że spodobał Wam się mój post i będziecie chcieli więcej takich postów z innych miejsc.

 

 

Napisz w komentarzu co Ciebie zachwyciło w Rzymie, a jeśli tam nie byłaś/łeś to co chciałabyś zwiedzić?

Czekam na Wasze komentarze.

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *