CLINIQUE – co tak naprawdę wiemy o marce i jakie są jej kosmetyki?

Powstała w 1968 roku i była to pierwsza na rynku marka alergologicznie przetestowanych produktów do pielęgnacji skóry w 100% pozbawionych zapachu. Jej rozgłos nastąpił po ukazaniu się artykułu w magazynie VOGUE, na temat „CZY MOŻNA STWORZYĆ WSPANIAŁĄ CERĘ?” . Historia powstania marki CLINIQUE jest fascynująca, ale nie o jej powstawaniu chcę dzisiaj pisać, dlatego po więcej informacji odsyłam Was do tego artykułu:

https://ibeauty.pl/historia-marki-clinique/

Jak już wiecie z wcześniejszych postów, mam atopowe zapalenie skóry. Nie każdy kosmetyk dobrze działa na moją skórę, co powoduje powstawanie szorstkich, czerwonych plam na twarzy, rękach … Baaaardzo długi czas stosowałam krem Nivea. Tylko na niego moja skóra dobrze reagowała. Pomijając nawilżenie, niestety krem nic nowego nie wnosił do mojej pielęgnacji. Długo krążyłam między różnymi markami, zanim trafiłam na Clinique. Przed tą marką miałam i w sumie mam do teraz przyjemność korzystać jeszcze z kosmetyków marki PIXI, ale to zostawię sobie na inny post. 

Poniżej będziecie mogli zobaczyć jakich kosmetyków używam, zarówno do pielęgnacji twarzy jak i do makijażu.

Moja linia 3 kroków w codziennej pielęgnacji to przede wszystkim Clinique Liquid Facial Soap Mild. Jest to mydło w płynie do twarzy. Pozostawia skórę świeżą i czystą. Konsystencja mydła jest bardzo przyjemna, a kosmetyk ten świetnie radzi sobie z wszelkiego rodzaju zanieczyszczeniami. Jest to ta większa butelka na zdjęciu poniżej.

Po dokładnym umyciu twarzy, sięgam po delikatny płyn do złuszczania twarzy. Nalewam sobie odrobinę płynu na wacik i tym nasączonym wacikiem przecieram sobie dokładnie całą twarz. Przyznam, że na początku, gdy usłyszałam „płyn złuszczający” wystraszyłam się 🙂 Bałam się, ze będzie mi schodzić skóra z twarzy, ale Pani z salonu Clinique w Katowicach mnie uspokoiła. Faktycznie skóra mi w żaden sposób nie schodzi, ani nie łuszczy się w brzydki sposób. Płyn  ma za zadanie subtelnie oczyścić i odświeżyć skórę, nie wysuszając jej przy tym, a pozostawiając ja miękką i rozświetloną. Efekt naprawdę jest widoczny przy pierwszym użyciu!

Kolejny krok to Hydrating jelly. Jest to kosmetyk, który nakładam chwilę po przeschnięciu płynu złuszczającego. Kosmetyk ten ma na celu  wzmocnić barierę wilgoci w skórze i poprawić jej sprężystość. Jest to ta mała tubka, którą widzieliście na zdjęciu obok płynu do mycia twarzy. Bardzo fajna, wodna konsystencja, szybko wchłaniająca się w skórę.

Ostatnim etapem mojego porannego jak i wieczornego rytuału pielęgnacji skóry jest krem Clinique moisture surge intense. Nie wiem, czy kiedykolwiek miałam lepszy krem! Krem ten natychmiast nawilża skórę poprawiając jej stan nawet na 24 godziny po nałożeniu preparatu. Stosowany codziennie wzmacnia i odbudowuje barierę hydrolipidową, aby zatrzymać wilgoć i chronić skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Bardzo lekki i beztłuszczowy. 

Tak więc moją podstawową pielęgnację z Clinique poznaliście. Jest jednak jeszcze dużo kosmetyków, które też miałam przyjemność testować i warto Wam o nich wspomnieć. 

Marka Clinique w swojej bogatej ofercie posiada również linię smart. Są to kosmetyki w mniejszych pojemnościach, które możecie zabrać ze sobą np. na wakacje? Należę do osób, które często są w podróży i nie wyobrażam sobie, choć bardzo uwielbiam swoje kosmetyki, noszenia tego wszystkiego ze sobą. Nie wiem czy w ogóle zmieściłoby mi się to wszystko w walizce 😉 Stąd posiadam też miniatury kosmetyków, które zawsze są ze mną.

Clinique Smart Night – krem ten wychodzi naprzeciw takim problemom jak drobne linie i zmarszczki, utrata wilgoci, przebarwienia, spadek jędrności.  Jak wiele kremów tej marki, ma bardzo przyjemną i lekka konsystencję! Również należy do moich ulubieńców.

Krem Clinique moisture surge oraz maseczka do twarzy Clinique pep- start. Krem ten szybko się wchłania, mocno nawilża i pozostawia skórę nawilżoną aż do 72h, nawet po umyciu twarzy. Dla mnie rewelacja, gdyż używam go pod makijaż i nie muszę się martwić, że makijaż przesuszy moją skórę i pozbawi ja blasku. Idealny dla kobiet, które na co dzień mocno i często się malują. Maseczka pep – start jest dla mnie hitem! Po nałożeniu jej na twarz, zaczyna przyjemnie mrowić i zwiększać swoją objętość pod postacią pianki. Świetnie odświeża i oczyszcza skórę. Stosuję ją rano przed nałożeniem makijażu. Polecam każdemu, coś rewelacyjnego !

Z moich bestsellerów do pielęgnacji twarzy przedstawiłam Wam już chyba wszystko. Teraz pora na kosmetyki do makijażu!

Każda z nas ma swoich ulubieńców. Jedne mają podkłady mocno kryjące, inne korektory, które świetnie kryją niedoskonałości, a ja mam swoich faworytów, którzy sprawiają, że moja buzia wygląda świeżo i naturalnie. Nie lubię mocnych i przerysowanych makijaży. Wystarczy, że muszę takie nosić do sesji zdjęciowych, dlatego jak tylko mam możliwość uciec od tego, to stawiam na naturalność.

Zacznę od podkładów, gdyż to one odgrywają główną rolę w makijażu. Moim ulubieńcem jest Clinique even better refresh. Wcześniej używałam Bourjois, ale odkąd pamiętam ich podkłady zawsze wpadały w jakieś dziwne tonacje pomarańczowe. Nigdy nie umiałam dobrać sobie dobrze koloru tak, żeby nie odznaczał się na skórze. Even better refresh od Clinique spełnia moje wszystkie oczekiwania. Chodzę do pracy na 9 godzin i wyobraźcie sobie, ze zawsze pod koniec dnia przy innych markach miałam, albo przetłuszczoną skórę, albo praktycznie brak podkładu. Przy even better refresh mam dobrze dobrany kolor do odcienia skóry, dzięki czemu po nałożeniu podkładu nie robi on efektu maski. Podkład nie jest ani błyszczący, ani matowy, taki w sam raz. Krycie jest jego takie 50/50, jeżeli oczekujecie naprawdę mocnego krycia to niestety nie jest on dla Was. Podkład idealnie się sprawdza dla osób, które chcą mieć naturalnie i subtelnie podkreśloną urodę. Jest on długotrwały i nie powoduje przetłuszczania się skóry, co doskwierało mi przy innych podkładach. Strefa T, które generalnie często się błyszczy, przy tym podkładzie tego nie robi. 

Korektor również postanowiłam dobrać sobie do podkładu. Postawiłam na Clinique airbrush concealer (04neutral fair). Korektor jest w pędzelku, co ułatwia mi aplikowanie go. Świetnie rozświetla cienie pod oczami.

Do podkładu i korektora postanowiłam dobrać sobie puder (20 invisible blend), który będzie się równie dobrze wchłaniał i nie postawiał efektu maski. Często jest tak, że przypudrujemy się pudrem i wyglądamy jakby nas ktoś mąką obsypał lub co gorsza zmieniają nam się w ciemniejszy odcień. Do pudru macie dołączony pędzelek.  Bardzo fajnie ze strony marki, że dba o takie drobne szczegóły.

Uwielbiam efekt rozświetlenia na twarzy, a Wy?

Gdybym tylko mogła to wszędzie nakładałabym rozświetlacz. Zawsze używałam tych prasowanych w pudełkach, które trzeba było nakładać pędzelkiem, a  tu proszę …  Od dokładnie tygodnia nie rozstaję się z rozświetlaczem w sztyfcie (chybby stick – 01 hefty highlight)  🙂 Czasami warto zmieniać swoje nawyki i to wcale nie jest powiedziane, że na gorsze. Ja akurat jestem zadowolona ze zmiany.

Jeżeli chodzi o szminki i błyszczyki to przeważnie są to kolory nude lub bardzo delikatne. Nie lubię intensywnych i mocnych kolorów na ustach. Czemu? Sama nie wiem, uważam, że nie pasują do mnie. Czuję się wtedy przerysowana. Często nawet przy wizażystkach podkreślam, że usta muszą być delikatne. Jeżeli chodzi o pomadkę i błyszczyk to świetnie sprawdzają się te na zdjęciu poniżej. Szminka (01 Nude POP), błyszczyk (03 Sorbet POP).

Jeżeli macie do mnie jeszcze pytania, piszcie śmiało w komentarzach. Odpowiem na wszystkie <3

 

Z wszelkiego rodzaju usług makijażowych jak i pomocy przy doborze odpowiednich kosmetyków do mojego typu cery, korzystam z salonu:

 

CLINIQUE Silesia City Center

Katowice

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *